Komentarz IPP: Jakub Machowina - Depresja w sporcie

Depresja w sporcie jeszcze do niedawna była tematem tabu. W naszej mentalności pokutuje pewien stereotyp, mylnie powielany przez wiele lat: "A czym miałby przejmować się taki piłkarz? Zarabia krocie na ganianiu za piłką, a przez resztę czasu interesują go wyłącznie zakupy i dziewczyny". Czy rzeczywiście życie zawodowego sportowca to tylko zabawa i uciechy? Zapraszamy do lektury komentarza Jakuba Machowiny na temat depresji w sporcie.
{[if_foto_desc]}
Foto:
{[/if_foto_desc]}
Przeczytanie artykułu zajmie Ci 8 minut

Są młodzi, bogaci, sławni. Podziwiają ich miliony. Wielu chłopców chciałoby być jak Ronaldo, wiele dziewczyn jak Szarapowa. Patrząc na nich widzimy pomniki, postacie wykreowane przez sukces, przez media. Oglądając w tv kolejną bramkę Lewandowskiego czy wsad LeBrona Jamesa widzimy herosa - bohatera tłumów, egzystującego w naszej świadomości jak Hulk, Ironman czy inni członkowie Avengersów. Czy widzimy w nich jednak ludzi?

Depresja w sporcie jeszcze do niedawna była tematem tabu. W naszej mentalności pokutuje pewien stereotyp, mylnie powielany przez wiele lat: "A czym miałby przejmować się taki piłkarz? Zarabia krocie na ganianiu za piłką, a przez resztę czasu interesują go wyłącznie zakupy i dziewczyny". Czy rzeczywiście życie zawodowego sportowca to tylko zabawa i uciechy? Absolutnie nie.

Depresja przez wiele lat była przypisywana wyłącznie ludziom poważnie chorym, słabym i wyrzuconym poza margines społeczeństwa. Wielu utożsamiało się ze stwierdzeniem, że człowiek sukcesu nie ma prawa mieć depresji, no bo "dlaczego miałby ją mieć? Depresję to może mieć pracownik fizyczny, który musi wyżywić rodzinę". Jakże błędne jest to myślenie. Depresja nie wybiera i równie dobrze może na nią chorować statystyczny Kowalski, jak i idol tłumów.

A jak wygląda to w świecie sportu?

***

Adrenalina, presja, oczekiwania, ciśnienie

Świat zawodowego sportu jest wszędzie taki sam, niezależnie od uprawianej dyscypliny: nieustanna presja oraz oczekiwania. Sportowiec musi "wytrzymać ciśnienie", opanować nerwy, sprostać presji oraz oczekiwaniom. To cechuje największych sportowców - umieją trzymać nerwy na wodzy, panować nad nerwami i presją. Gdy Adam Małysz skakał, cały naród oczekiwał od niego zwycięstw, komentatorzy krzyczeli do mikrofonu, sponsorzy patrzyli czy opłaca im się go nadal wspierać. I Małysz dawał radę, pomimo całego szaleństwa wokół niego. Niejeden by zwariował.

To błędne koło. Sportowiec musi być jak maszyna, pozbawiona ludzkich cech. W telewizji widzimy tylko "produkt", efekt wielu godzin treningów. Sportowców przeliczamy na gole, kosze, medale, trofea. Łatwo wpaść w pułapkę sukcesu. Dopóki wygrywasz, jesteś kimś. Zaczniesz przegrywać, nie ma Cię.

Depresja potrafi jednak atakować nawet wtedy, gdy ciągle wygrywasz, ponieważ człowiek jest poddawany nieustannej presji. Tu nie ma miejsca na chwilę słabości. Jeśli Robert Lewandowski nie strzeli gola, wniosek jest prosty - gość nas zawiódł, "skończył się". Tymczasem powodów może być milion: ból brzucha, zły nastrój, kłótnia z rodziną... Kibice i opinia publiczna nie widzą jednak człowieka, widzą wyłącznie maszynę do dostarczania goli czy punktów. I nawet jeśli nie zawodzisz, to ciągle przeżywasz to samo, bo kolejny raz trzeba udowodniać, że człowiek nie stracił umiejętności. To może dołować i męczyć.

Bardzo ważna jest także adrenalina. To ona pozwala wytrzymywać obciążenia związane z rywalizacją, startami. Adrenalina to pożywka wszystkich sportowców - sprawia, że są mocniejsi, ale i uzależnieni od niej. Często, kiedy kończą kariery muszą ją zastępować innymi bodźcami - takimi jak alkohol, używki, hazard.. Najwięksi sportowcy powtarzają często, że "żyją dla rywalizacji". Tak, to prawda. Często szansa na jakieś trofeum jest mniej ważna, niż udowodnienie rywalowi, że jest słabszy od nas.

***

Depresja? Znaczy musisz być psycholem...

W tym roku minęło równo 10 lat od samobójstwa Roberta Enke. Enke był bramkarzem reprezentacji Niemiec, grał m.in. w Hannoverze 96 czy Benfice Lizbona. Na pierwszy rzut oka miał wszystko - był numerem jeden w swoim klubie, był młody i bogaty. Samobójstwo popełnił 10. listopada 2009 roku, mając ledwie 32 lata. Środowisko piłkarskie było w szoku, przecież Enke miał być podstawowym bramkarzem kadry Niemiec na zbliżających się Mistrzostwach Świata w 2010 roku.

Nikt nie wiedział jednak, że Enke zmagał się z silną depresją. Powiedział nawet kiedyś do swojej żony: "Gdybyś przez pół godziny siedziała w mojej głowie, zrozumiałabyś, czemu ogarnia mnie obłęd". Enke zmagał się z presją, bał się kogokolwiek zawieść. Nie dawał sobie prawa do popełnienia nawet najmniejszego błędu, sam nakładał na siebie gigantyczne oczekiwania. Bał się konkurencji na boisku, ocen kibiców, trenerów. Miał dość piłki. Pierwszą falę depresji (około roku 2003) pokonał lekami i terapią, drugiej już nie wytrzymał. Był akurat w świetnej formie, nikomu nie przyszło nawet na myśl, że może być gorzej.

Równocześnie, w czasie walki z chorobą, Enke obserwował innego piłkarza, zmagającego się z podobnym problemem. Piłkarz ten nazywał się się Sebastian Deisler i eksperci zgodnie twierdzą, że był jednym z najbardziej utalentowanych pomocników w historii niemieckiej piłki. Oficjalnie Deisler, zwany "Basti Fantasti" zakończył karierę w wieku 27 lat z powodu złego stanu kolan, ale tak naprawdę przyczyną była depresja. Po ujawnieniu swojego problemu - jeszcze podczas kariery zawodniczej - Deisler otrzymał od razu wsparcie, ale z czasem zamieniło się ono w piekło. Kibice rywali wyzywali go od "psycholi", koledzy z drużyny naśmiewali się z niego, nazywając "mięczakiem" czy "panienką".

Enke marzył o dwóch rzeczach: chciał osiągnąć sukces z reprezentacją Niemiec i ujawnić swoją chorobę, ale kazus Deislera powstrzymał go od mówienia o sobie. Nie chciał, by ludzie mieli go za psychola, dodatkowo bał się negatywnej opinii lekarzy - wraz z żoną adoptowali córeczkę. W końcu Enke nie wytrzymał nasilenia choroby, presji wynikającej z zawodowego uprawiania sportu i 10. listopada 2009 roku rzucił się pod pociąg.

Sebastian Deisler skończył karierę dwa lata wcześniej, w roku 2007. Ponoć mieszka dziś we Freiburgu, ale słuch po nim zaginął. Odciął się od świata, nie wiadomo czy kiedykolwiek uporał się z depresją. Historia Deislera oraz tragiczna śmierć Enke otworzyły ludziom w Niemczech oczy. Teresa Enke, żona Roberta założyła Fundację im. Roberta Enke, wspierającą walkę z depresją. Zbudowano sieć ok. 70 psychiatrów sportowych w Niemczech, do których mogą zgłaszać się sportowcy z problemami. Stworzono także "EnkeApp", aplikację na telefon poszerzającą wiedzę o depresji i umożliwiającą kontakt ze specjalistami. Dzisiaj depresja w sporcie przestaje być tematem tabu, ale 15 lat temu Robert Enke nie mógł liczyć na taką pomoc.

***

Zaraz się uduszę...

Dzisiaj jest zupełnie inaczej niż 10 czy nawet 15 lat temu. Depresja została nazwana "chorobą cywilizacyjną", a cierpiący na nią już nie są stygmatyzowani i odrzucani przez społeczeństwo, jak dawniej. Na wielką falę wsparcia i zrozumienia mogli liczyć na przykład koszykarze NBA, którzy ujawnili publicznie swoje problemy. Być może wyznania te nie wywołałyby tak wielkiego echa, gdyby nie fakt, że dotyczyły one nie jakichś tam szeregowych graczy, a dwóch czołowych graczy NBA - DeMara DeRozana oraz Kevina Love.

To właśnie DeRozan jako pierwszy dał sygnał, że także sportowcy mogą mieć problemy natury mentalnej. Ku zaskoczeniu wielu, pewnego dnia po prostu napisał na Twitterze: "Depresja zabiera ze mnie to, co najlepsze...". Jeśli popatrzymy w dossier obu panów, widzimy potencjalnie szczęśliwych ludzi, podobnie jak utalentowani i bogaci Enke czy Deisler:

DeMar DeRozan - czterokrotny członek Meczu Gwiazd NBA, Mistrz Olimpijski z reprezentacją USA, uznana gwiazda NBA, multimilioner

Kevin Love - tutaj jest jeszcze lepiej: Mistrz NBA, Mistrz Olimpijski, wielokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, gwiazda college'u UCLA, oczywiście multimilioner. Dodatkowo Kevin to Kalifornijczyk, a jego nazwisko Love nie jest przypadkowe - jego wujek to legendarny Mike Love, muzyk znany z występów w zespole "Beach Boys", będącym amerykańska odpowiedzią na Beatlesów.

Czy dorastając w słońcu Kalifornii, mając sławnego wujka oraz będąc wielką gwiazdą koszykówki, będącą w środku czteroletniego, wartego 120 milionów dolarów kontraktu można mieć depresję? Oczywiście - ponieważ depresja nie wybiera. W listopadzie 2017 roku Love podczas meczu doznał ataku paniki, który opisał następująco: "Usiadłem na ławce. Moje serce biło szybciej niż zazwyczaj. Miałem problem ze złapaniem oddechu. Wszystko wokół zaczęło się kręcić. Czułem, jakby mózg chciał mi wyskoczyć z głowy. Trener coś krzyczał. Byłem przerażony. Nie mogłem wrócić na parkiet".

Kevin uciekł do szatni, gdzie próbował dojść do siebie. Leżał na podłodze i próbował z trudem złapać oddech. Odwieziono go szybko do szpitala, przeszedł badania, które nic nie wykazały.

Objawy powtórzyły się w styczniu 2018 roku, kiedy Kevin zbiegł z boiska do szatni i już na nie nie wrócił. Tłumaczył się migreną, ale nikt nie wiedział co przeżywa. Następnego dnia opuścił trening, a koledzy zaczęli na niego krzyczeć. Dopiero kiedy ujawnił co się z nim dzieje, ludzie zmienili nastawienie.

Kevin Love: "To pojawiło się znikąd. Nigdy tego nie miałem. Nawet nie wiedziałem, czy coś takiego istnieje. Ale to się działo naprawdę - tak jakbym miał złamaną rękę czy skręconą kostkę. Od tamtego dnia wszystko, co myślę o moim zdrowiu psychicznym, się zmieniło (...) Jestem ostatnią osobą na świecie, która by się na coś takiego zgodziła. W koszykarskich szatniach o takich rzeczach się nie rozmawia. Zawsze myślałem: Jakie są moje problemy? Jestem zdrowy. Gram w kosza. Czym się muszę w ogóle przejmować?".

Dzisiaj Love regularnie korzysta z pomocy terapeutów i nie jest sam. Odważnie o swojej depresji opowiadał także wspomniany wcześniej DeRozan:

"To jedna z tych rzeczy, która pokazuje, że jesteśmy ludźmi, Mimo że kreuje się nas na niezniszczalnych. Każdy z nas ma uczucia. Czasami to zabiera ci wszystko. Czujesz, jakby cały świat był na twojej głowie (...) To nie jest dla mnie powód do wstydu. Rozumiem, ile osób musi się z tym mierzyć. Miałem kumpli, z którymi było niby wszystko w porządku, a potem okazywało się, że uciekali w narkotyki. Nigdy nie tknąłem alkoholu, bo widziałem za dużo ludzi, którzy w ten sposób "radzili" sobie z problemami".

Zainspirowany wyznaniami kolegów, swoją walkę z depresją opisał także Kelly Oubre Jr., młoda gwiazda Phoenix Suns:

"Ludzie patrzą na nas jak na superbohaterów, ale jesteśmy zwykłymi ludźmi. Przechodzimy przez te same problemy, ale mamy 10 razy gorzej. Nam nie wolno tego jednak okazywać. Ja jestem dobry w robieniu twarzy pokerzysty, bo ojciec zawsze powtarzał mi, by nikt nigdy nie zobaczył mnie w momencie słabości (...) Nikt nie widzi moich słabości, ale głęboko w środku przechodzę piekło. Uciekam w ciche miejsce i staram się oddychać. Bycie świadomym jest jedynym sposobem, by poradzić sobie z depresją czy lękami. To poważna sprawa".

***

Depresja po polsku

Dzisiaj depresja w sporcie nie jest już tematem tabu. Wielu uznanych sportowców miało lub ma problemy natury mentalnej, lista jest naprawdę długa: wspomniani wcześniej Enke, Deisler, Love, DeRozan, ale także Andre Gomes (piłkarz, Everton), Per Mertesacker (były piłkarz Arsenalu, obecnie trener grup młodzieżowych w Arsenalu), skoczek narciarski Sven Hannavald... A jak jest z tym w Polsce?

Tutaj także sportowcy są coraz bardziej odważni w przyznawaniu się do choroby, a prym wiedli zwłaszcza nasza utytułowana biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk, biegacz Marek Plawgo oraz jeden z najbardziej znanych komentatorów sportowych w telewizji, Tomasz Smokowski.

Najbardziej znanym przykładem jest właśnie Justyna Kowalczyk. Nasza mistrzyni oraz multimedalistka w rozmowie z dziennikarzem Pawłem Wilkowiczem (2014 rok) przyznała:

"Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. Od ponad półtora roku walczę z bezsennością. Może by się zebrało kilkadziesiąt nocy, które w tym czasie normalnie przespałam. Walczę ze swoim organizmem, z ciągłymi nudnościami, zasłabnięciami, gorączkami po 40 stopni, lękami. Z problemami, które mi się wcześniej nie zdarzały. W pewnym momencie byle posiłek bywał wystarczającym powodem do wymiotowania. Teraz jest trochę lepiej. Łączyć to wszystko z treningiem jest bardzo trudno. Bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. Gdy nie miałam siły ani chęci wstać z łóżka, a jedynym pytaniem było: po co?".

Z kolei w marcu tego roku (2019) do depresji przyznał się także były wybitny lekkoatleta, Marek Plawgo:

To, co tak solidnie budowałem przez lata, zniknęło. Pękło pod naporem kolejnych niepowodzeń, stresów i innych silnych czynników. Wszystko, co było dla mnie wyznacznikiem własnej wartości wskazywało, że przegrałem”.

Bo nie mam już siły udawać, że wszystko u mnie ok. Bo siedząc samemu, w pustym mieszkaniu, w tym stanie, boję się. Bo z refleksji, czy może to rozwiązać, pojawiają się konkretne myśli jak i kiedy. Bo po raz pierwszy potrzebuję pomocy”.

Możemy tylko cieszyć się, że depresja przestała być tematem tabu i wiemy dziś o niej o wiele więcej, niż 10 czy 15 lat temu. Przykłady takie jak powyższe pokazują nam także, iż nie jest to choroba zarezerwowana dla "psycholi", jak to złośliwi określali jeszcze niedawno. Depresja stała się chorobą cywilizacyjną i może dopaść zarówno zwykłego Kowalskiego, jak i sportowca z pierwszych stron gazet. Najważniejsze jednak, by nie bać się o niej mówić i w porę skorzystać z pomocy specjalisty.

Jakub Machowina

 

Żródła:

https://pl.aleteia.org/2019/04/29/depresja-w-swiecie-sportu-to-dla-nas-wazna-lekcja/

http://www.sport.pl/pilka/7,64946,25394776,dziesiata-rocznica-smierci-ktora-z-czasem-zyskala-sens-co.html

https://weszlo.com/2019/11/10/10-rocznice-smierci-roberta-enke-o-smierci-ktora-ratuje-zycia/

http://www.sport.pl/koszykowka/56,65035,23135510,kevin-love-przyznal-sie-do-atakow-paniki-demar-derozan-do-depresji.html

http://www.sport.pl/celebrities/1,96807,16089726,Depresja_Justyny_Kowalczyk___Trzy_ostatnie_lata_mojego.html

https://www.wprost.pl/kraj/10203865/emocjonalne-wyznanie-marka-plawgo-po-raz-pierwszy-potrzebuje-pomocy.html

 

Materiał powstał w ramach projektu pn. Akademia Polityk Publicznych. Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.