Komentarz IPP (Jakub Machowina): Wyciągnij z szafy buty, czyli rzecz o amatorskim bieganiu

Zapraszamy do zapoznania się z kolejnym komentarzem IPP. Tym razem Jakub Machowina porusza temat amatorskiego biegania.
{[if_foto_desc]}
Foto:
{[/if_foto_desc]}
Przeczytanie artykułu zajmie Ci 3 minuty

Ktoś mi kiedyś powiedział, że bieganie ma w sobie coś z masochizmu. To ciągła walka z samym sobą, do tego bardzo często monotonna.
 
To ten sam dystans, który przemierzamy dzień po dniu. Często w złą pogodę, czasem w złym humorze. Dlaczego zatem warto biegać? Przecież nie przygotowujemy się do Mistrzostw Świata, nie walczymy o żadne medale...

Czyżby?

Bieganie, w wymiarze amatorskim, w przeciwieństwie do sportów grupowych, jest specyficzne. Najczęściej nie ma drużyny, jesteśmy sami. Wszystko zamyka się w trójkącie: człowiek - buty do biegania - trasa. Pełna symbioza. Oczywiście, że możemy mierzyć czas, wielu z nas przygotowuje się przecież do maratonów, ironmanów i innych Spartan Race. Ostatecznie jednak, nie o to tutaj chodzi.

To w takim razie o co?

Były pytania, czas na odpowiedzi. W bieganiu chodzi o ciągłą pracę nad samym sobą, o walkę, o pokonywanie własnych słabości. Ktoś przeczyta te słowa i powie: "Co za bzdury, dla nawiedzonych ludzi, czytających Ewę Chodakowską i innych modnych trenerów".

Tak, też tak myślałem. Do momentu, kiedy - wbrew samemu sobie - w pewien poniedziałkowy, pochmurny poranek wyciągnąłem z szafy buty do biegania.

***

Pierwsze 10 minut to ciągłe myśli i bicie się z samym sobą: "Po co mi to było?"

Nie chodzi o to, że nie lubię sportu. Ba, kocham go! Ale od zawsze był to sport w wydaniu drużynowym: koszykówka i piłka nożna. Tu cele są jasne - walcz o wygraną, traf "trójkę" do kosza lub strzel gola. Bieganie to inna para kaloszy.

Sport drużynowy jest łamany, rwany. Co przez to rozumiem? Na parkiecie lub murawie liczą się sprinty, szybkie biegi, za jakiś czas łączone z chwilą odpoczynku. Tutaj akcja zmienia się w mgnieniu oka. Gdy biegasz, starasz się złapać rytm. Tutaj wszystko musi być płynne, jednostajne, uporządkowane. Oczywiście z czasem, w miarę możliwości, biegniemy już szybciej, ale w gruncie rzeczy chodzi o przebiegnięcie dystansu w dobrym tempie, w płynnym rytmie. Rytm to słowo klucz.

Wracając do tamtego poranka, kiedy wyciągnąłem buty do biegania - byłem wściekły. To było coś innego niż boisko, nie było akcji, tylko "nudne" bieganie. Nie szło mi jakoś super. Wtedy jeszcze nie mierzyłem czasu, ale na pewno nie był on wybitny, a i nie przebiegłem dużo. Wróciłem do domu zły, poirytowany i mokry. Gdy biegłem, zaczęło lać…

Tamtego poranka pomyślałem, że to nie dla mnie. I byłem tak wkurzony na to całe bieganie, że... następnego ranka znów poszedłem. Myślałem: "Ja nie dam rady biec szybciej i zrobić więcej kółek wokół parku? Ja?!". Tak, wtedy sobie postanowiłem, że zrobię taki i taki dystans na luzie, bez zadyszki, z uśmiechem na ustach. Zajęło mi trochę czasu, by zrealizować zamierzone cele, ale udało się.

Czy było warto?

***

Wracając do samej idei biegania, moja historia nie do końca jest jak z hollywoodzkiej opowieści, że nie lubiłem biegać, a potem zostałem wytrawnym biegaczem. Nie, nie pokochałem biegania, to związek słodko-gorzki. Polubiliśmy się jednak na tyle, że nadal je praktykuję. Żebyście sobie jednak nie pomyśleli, moje umiarkowane uczucie do biegania nie wynika z jakichś minusów biegania jako biegania. Ot, po prostu kocham bardziej sporty drużynowe. Ale bieganie dało mi bardzo wiele.

Odkąd zacząłem biegać, poprawiło się moje życie w każdym aspekcie. Człowiek staje się bardziej zorganizowany, ma więcej energii, jest bardziej "zbity". Nie w sensie fizycznym - chociaż to oczywiście też - ale mentalnym. Znacie te dni, kiedy macie mnóstwo czasu, a i tak nic nie zrobicie, bo dzień przeleci Wam przez palce? Bieganie jest jednym z tych elementów, które pozwala być zwartym, gotowym do działania i pełnym energii. Wytwarzają się endorfiny i życie jest od razu jakieś lepsze. Brzmię jak Chodakowska? Trudno, ale taka jest prawda.

Jest też aspekt najbardziej oczywisty. Biegając, po prostu schudną Wam pośladki. Poprawicie kondycję, ciało, ostatecznie także duszę. Powiedzenie "w zdrowym ciele zdrowy duch" jest jak najbardziej prawdziwe. Jedno z drugim tworzy spójną całość. Zacznijcie uprawiać sport, a przekonacie się o tym.

Żeby nie było jednak tak, że podpinam wielką ideologię pod rzecz tak prostą, jak bieganie, pozostaje ostatni aspekt. Czynnik rywalizacji. Kiedy już wyciągniesz sportowe buty z szafy i ruszysz pobiegać, zobaczysz jakie to ciężkie. Załóż sobie wtedy pewien cel - przebiegnę dystans X w czasie Y.

Na własnej skórze zobaczysz, jak bardzo będzie denerwować Cię to, że nie możesz jeszcze tego zrobić. I zobaczysz, jak samo dążenie do tego celu napędzi Cię do lepszego działania nie tylko na trasie, ale i w pozostałych aspektach Twojego życia.

To właśnie Twój złoty medal, o który walczysz. Pokonać siebie, jak w tej znanej polskiej piosence. Czy było warto wstać i pójść biegać w tamten poniedziałkowy, pochmurny poranek?

Oczywiście. Spróbujcie sami.

 

Jakub Machowina

Członek Zarządu Instytutu Polityk Publicznych, specjalista ds. polityki sportowej, dziennikarz sportowy. Specjalizuje się w piłce nożnej oraz sportach amerykańskich – koszykówce i futbolu amerykańskim.

 

Więcej o naszym projekcie Zostań Społecznym Komandosem!

 

Materiał powstał w ramach projektu "Zostań Społecznym Komandosem!".

Projekt dofinansowany ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.


Poleć: