Wywiad IPP: Alicja Sorensen - Czy leki nam szkodzą?

Czy Polacy są lekomanami? Jaki wpływ na popularność suplementów diety mają reklamy, i ile pieniędzy wydają na nie koncerny farmaceutyczne?
{[if_foto_desc]}
Foto:
{[/if_foto_desc]}
Przeczytanie artykułu zajmie Ci 4 minuty

Alicja Sorensen - Magister Nauk Farmaceutycznych. Urodzona w Danii, mieszkająca w Polsce. Pracuje w zawodzie od 2013 roku. Specjalizuje się w dziennikarstwie medycznym.

Czy Polacy są lekomanami?

Niestety tak. W Polsce nadużywamy szczególnie leków OTC, czyli tych sprzedawanych bez recepty. Pół biedy, jeśli są kupowane w aptece, wtedy farmaceuta ma możliwość wyjaśnienia sposobu dawkowania czy ewentualnych skutków ubocznych. Niestety mnóstwo preparatów jest dostępnych w sklepach, na stacjach benzynowych czy kioskach, gdzie po pierwsze, często nie ma odpowiednich warunków do przechowywania leków, a po drugie wiedza sprzedawcy na ich temat jest zerowa. Często dochodzi więc do sytuacji, kiedy np. na ból mięśni pacjent przyjmuje trzy leki z jednakowym składem o innej nazwie handlowej!

Czy uważamy na to, co przyjmujemy (lekarstwa, suplementy diety)? A może ślepo wierzymy reklamom i telewizji?

Wierzymy reklamie. I na naszą zgubę działa to, że producenci leków i suplementów doskonale o tym wiedzą. Dochodzi nawet do sytuacji, w której pacjent wierzy bardziej reklamie niż farmaceucie. Przecież po użyciu cudownego kremu, pan z reklamy od razu mógł biegać, prawda? Ale to tak nie działa. To tylko manipulacje producentów nieświadomymi odbiorcami. Tak samo jak zatrudnianie do reklam ulubionych aktorów serialowych czy aktorów udających lekarzy. Reklamy nie są nadawane za darmo. Pacjent nie ma więc świadomości, iż tak naprawdę w cenie leku jest wliczona opłata za audycje reklamową, a lek o dokładnie tym samym składzie, producenta, który się nie reklamuje może kupić nawet za połowę ceny tego reklamowanego.

Natomiast jeśli chodzi o suplementy diety, pacjent nadal nie jest świadomy, że to nie to samo co leki, a więc nie mają właściwości leczniczych. Najczęściej suplementy w ogóle nie są poddawane badaniom, ani próbom czystości. Tak naprawdę tylko od wyobraźni producenta zależy, co znajdzie się w środku. A czy zadziała czy nie, to już kwestia indywidualna. Może, ale nie musi. Polak jednak kuszony reklamą kupuje mnóstwo suplementów, łyka je garściami, a stan jego zdrowia się nie poprawia. I jest zdziwiony, dlaczego? Bo niestety, zażywanie, także suplementów, powinno odbywać się pod kontrolą lekarza, który jest w stanie ocenić ryzyko łączenia preparatów i ewentualne interakcje z przyjmowanymi lekami.

Jak często Polacy kupują w aptekach i czy zostawiają w nich bardzo dużo pieniędzy?

Niektórzy nawet codziennie. Tak, to nie żart. Istnieją pacjenci, których widuję w aptece codziennie. Po nową porcję leków czy odżywek, po listek tego czy tamtego. Ci chorujący na nadciśnienie, cukrzycę, miażdżycę zostawiają w aptekach co miesiąc nawet po kilkaset złotych. Wciąż dużo leków nowej generacji nie podlega refundacji NFZ, a więc ich koszt jest bardzo duży. Czasem okazuje się jednak, że po jednej czy dwóch dawkach leku, pacjent czuje się gorzej, a lek za 100 złotych ląduje w koszu. Szkoda, że nie ma w Polsce banków lekarstw, które umożliwiałyby zostawienie leków, których już nie używamy, lub takich, których używać nie możemy dla osób, które na nie nie stać, a które mają dobrą datę przydatności.

Antybiotyki - pomagają czy wręcz przeciwnie?

To zależy. Czasami są one niezbędne, a stosowanie innych leków bądź suplementów nie powinno opóźnić czasu podania antybiotyku! Nie liczmy na to, że pozbędziemy się ciężkiego zapalenia oskrzeli bez antybiotyku. Jego podanie powinno jednak się odbyć po zrobienie antybiogramu czyli badania mikrobiologicznego, które ma za zadanie ustalić rodzaj bakterii, które nas zaatakowały i dobranie odpowiedniej metody leczenia. Na pewno jednak nie należy ordynować antybiotyku na przeziębienie, ponieważ ma ono podłoże wirusowe, a nie bakteryjne, a wtedy antybiotyk wyrządza więcej szkody niż pożytku. Nie tylko bowiem nie pomaga, ale nawet szkodzi, uszkadzając naturalną florę bakteryjną chroniącą organizm i pozwalającą walczyć z infekcjami. Nadmierne stosowanie antybiotyków prowadzi do uodpornienia się bakterii na nie, a w konsekwencji rosnące zagrożenie nieporadności w walce ze zmutowanymi bakteriami w przyszłości.

Czy tendencja do wydawania pieniędzy na lekarstwa będzie rosnąć? A może wręcz przeciwnie?

Wydaje mi się, że tendencja ta będzie rosnąć dopóki nie zostaną w Polsce wprowadzone pewne regulacje, m.in. dotyczące miejsc, w których powinny być sprzedawane leki (tylko i wyłącznie apteki), dopuszczania do obrotu ograniczonej ilości leków i suplementów diety czy opieki farmaceutycznej i edukacji pacjentów. W przeciwnym razie rynek będzie napędzał konsumpcjonizm taki sam, jak w innych gałęziach handlu. Nie od dziś bowiem wiadomo, że apteka to także biznes.

Czy wszystkie suplementy diety są dla nas bezpieczne?

Jak powiedział Paracelsus „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja jest trucizną”. Jak już podkreśliłam wcześniej, skład suplementu diety zależy od wyobraźni jego twórcy. Możemy więc mieć suplement zawierający łyżkę cukru, podpisany, że poprawia nastrój. I nie będzie to wcale kłamstwo, bo po porcji cukrów prostych wzrasta poziom serotoniny, odpowiedzialnej za dobre samopoczucie. Producent pakuje 30 kostek cukru w pojedyncze kapsułki, dodaje kolorowe pudełko i wykupuje kilka reklam. I już. Bez badań, rejestracji, czegokolwiek. A czy działa? Na niektórych zadziała, na niektórych nie. Jeszcze innym, jak na przykład osobom z cukrzycą, zaszkodzi. W przypadku suplementów diety nie ma żadnego obowiązku informowania pacjenta na opakowaniu o przeciwwskazaniach czy skutkach ubocznych. Inna rzecz, że pacjenci najczęściej nawet tych ulotek nie czytają. Tak naprawdę fabrykę suplementów można założyć nawet we własnym garażu. Pytanie tylko, czy gdybyśmy wiedzieli w jaki sposób są produkowane te suplementy, też tak chętnie byśmy je przyjmowali? Czy zawsze mamy pewność z jakich składników są produkowane? Oraz przez kogo? Pewnie nie.

Poleca Pani jakieś zastępcze środki, jeśli np. boli nas głowa i nie chcemy brać leków?

Metod radzenia sobie z bólem jest pewnie tyle, co ludzi. Można wypróbować kawę, ćwiczenia, spacer, wietrzenie pokoju, w którym przebywamy, drzemkę, ostawienie papierosów jeśli palimy, aromaterapię. Najważniejsze to zbadać, jaka jest przyczyna bólu, czy jest to ból przewlekły czy chwilowy. Wtedy łatwiej dobrać odpowiednie leczenie, niekoniecznie farmakologiczne.

Czy istnieje jakieś farmaceutyczne i skuteczne panaceum na kaca?

Po prostu pić z głową. Wtedy głowa odwdzięczy się nam następnego dnia i nie będzie boleć :) A tak poważnie to aspiryna, nie picie na pusty żołądek i uzupełnianie płynów w trakcie imprezy. Następnego dnia pomogą także elektrolity.

 

 

 

Rozmowę przeprowadził Jakub Machowina:

Członek Zarządu Instytutu Polityk Publicznych, specjalista ds. polityki sportowej, dziennikarz sportowy. Specjalizuje się w piłce nożnej oraz sportach amerykańskich - koszykówce i futbolu amerykańskim.

 

 

Źródła: 

 

Materiał powstał w ramach projektu "Akademia Polityk Publicznych".

PROJEKT DOFINANSOWANY ZE ŚRODKÓW PROGRAMU FUNDUSZ INICJATYW OBYWATELSKICH.